FOKI, BURSZTYNY I DUŻO ŚWIĘTEGO SPOKOJU

Na ekranie głównym nowej Mazdy CX-5 zobaczyłem, że do celu mam tylko 3 godz. 15 min. Trudno było mi uwierzyć w to, że z warszawskich Bielan tak szybko uda mi się dostać nad brzeg morza. W zasadzie to nad brzeg Zatoki Gdańskiej. Moje wyjazdy nad Bałtyk to zazwyczaj okolice Łeby albo Kołobrzegu. Tym razem wybrałem inny kierunek i szybko przekonałem się, że był to strzał w dziesiątkę.

Ten zakątek nie wszystkim przypadnie jednak do gustu. Trzeba nastawić się tam na długie spacery i dużo świętego spokoju. Miejscami można poczuć się jak w totalnej dziczy, a przecież tuż obok rozciągają się granice Trójmiasta. Na szczęście naturalną barierą jest Wisła, przez którą przeprawa między Sobieszewem a Mikoszewem odbywa się promem. To wielu zniechęca i sprawia, że choć do centrum Gdańska jest niespełna 25 km, to bez problemu można znaleźć miejsca do błogiego leniuchowania w ciszy. No, chyba że morze szumi – ale to nie hałas, lecz piękna muzyka natury.

Dlaczego Mikoszewo?

Jantar, Stegna, Krynica Morska to popularne miejscowości nad Zatoką Gdańską. Odnoszę wrażenie, że Mikoszewo, choć położone przy tej samej drodze co reszta, nie jest tak popularne. Dlatego mój wybór padł właśnie na to miejsce jako „bazę”. Dojazd z drogi S7 to kilkanaście kilometrów i niecały kwadrans. Myślę, że tym, co odstrasza w Mikoszewie, jest fakt, że miejscowość od plaży dzieli ok. 2 km. W dwie strony to już 4 km, więc całkiem niekrótki spacer. Taki pas wydm porośniętych lasem działa jak naturalny filtr. Z jednej strony zatrzymuje odgłosy cywilizacji, a z drugiej – odsiewa tych, którym nie chce się tak długo spacerować.
Efekt był taki, że nawet podczas popularnej majówki, która w 2026 roku raczyła nas iście letnią pogodą, na plaży nie było zbyt wielu osób. Większość z tych, którzy pokonali ten dystans, skupiona była na poszukiwaniu bursztynów. Obrazek dość zabawny, bo wśród „śmieci” wyrzuconych przez morze siedzieli ludzie wpatrzeni w ziemię. Szukali nawet najmniejszych bryłek, które zbierali do niewielkich pojemniczków.

Gdzie te foki?

Pierwszego dnia wybrałem się na spacer wzdłuż ujścia Wisły. W promieniach zachodzącego słońca zobaczyłem niewielki statek wycieczkowy. Okazało się, że była to ostatnia tego dnia wyprawa w okolice wyspy, na której regularnie wylegują się foki. Kolejnego dnia od samego rana rozpocząłem poszukiwania miejsca na któryś z popołudniowych rejsów. Według opinii w sieci najlepsze recenzje zbiera firma „Grom”.
Udało mi się zarezerwować miejsce na godzinę 16:00. Kapitan Konrad, gdy zobaczył teleobiektyw przypięty do mojego aparatu, zaproponował mi miejsce na samym przodzie pontonu. To był strzał w dziesiątkę! Gdy dotarliśmy w pobliże wyspy, mogłem bez problemu operować aparatem. Ponton, choć pokaźnych rozmiarów, cały czas pracował na fali, więc kadrowanie nie było proste. Turyści podpływają na ok. 200–300 m od fok, żeby ich nie płoszyć, dlatego warto zabrać ze sobą lornetkę lub „długie” szkło. Trzeba też pamiętać, że mknie się po wodach Wisły z dość sporą prędkością, a kapitan wykonuje różne manewry. Jest to bezpieczne, pod warunkiem że trzyma się mocno uchwytu przed sobą. Siedząc w kamizelce ratunkowej z aparatem w dłoniach, musiałem się mocno nagimnastykować, by jednocześnie trzymać pion i czerpać frajdę z wodnego szaleństwa.

Gigantyczny przekop

17 września 2022 roku miało miejsce uroczyste otwarcie przekopu Mierzei Wiślanej. Połączono w ten sposób Zalew Wiślany z Bałtykiem. Takie konstrukcje robią wrażenie, zwłaszcza gdy spojrzy się na liczby. Przekop ma ok. 1300 m długości, a śluza – 200 m. Polecam wejść leśną ścieżką na szczyt jednego ze wzgórz nad przekopem. Dopiero z tej perspektywy widać, jak ogromne ilości ziemi zostały usunięte. Powstała z nich wyspa o obwodzie blisko 5 km! Jest ona zamknięta dla turystów, ponieważ stanowi miejsce lęgowe dla ptaków.
Choć widziałem przekop już wcześniej, dopiero teraz znalazłem czas na niespieszny spacer po całym terenie. Obejrzałem z bliska konstrukcje dwóch obrotowych mostów oraz miejsce, w którym stykają się wody Zalewu Wiślanego i Zatoki Gdańskiej – co wyraźnie widać po różnicy w kolorze tafli.

PARKING

Święty spokój

Najwięcej czasu spędziłem, spacerując po plaży między Mikoszewem a Jantarem. W jedną stronę szedłem brzegiem, a wracałem leśnymi drogami. Między wysokimi wydmami skrywają się tam piękne mokradła. To miejsce urzekło mnie ciszą. Wystarczyło odejść 100 m od głównej drogi prowadzącej do wejścia na plażę nr 90, żeby delektować się niezmąconą naturą.
Ja odpocząłem na piasku, a Mazda CX-5 na parkingu. Tylko na przekop pojechałem na czterech kółkach. Poza tym zrobiłem w trzy dni ponad 50 tys. kroków i nasyciłem oczy pięknymi widokami w ogromnej liczbie.

…i na koniec. Czy rzeczywiście da się dojechać z Warszawy do Mikoszewa w 3 godz. 15 minut? Być może – w środku tygodnia i bladym świtem. Mnie droga zajęła dobre 4 godz. 30 minut, ale umilała mi ją ulubiona muzyka z głośników Mazdy, więc nie zamierzam narzekać.