GROSSGLOCKNER HOCHALPENSTRASSE

3 sierpnia 1935 roku ukończona została budowa Großglockner-Hochalpenstraße. Odcinek o długości 47,8 km połączył Bruck an der Großglocknerstraße i Kaiser-Franz-Josefs-Höhe w gminie Heiligenblut am Großglockner. Decyzja o jej budowie zapadła po ustaleniach traktatu pokojowego w 1919 roku, który zmienił przebieg granicy włosko-austriackiej. Droga połączyła Tyrol Wschodni i Karyntię z resztą kraju. Wybudowana z pobudek politycznych i praktycznych, obecnie stanowi jedną z najciekawszych atrakcji turystycznych w tym zakątku Alp. Każdego roku przyciąga rzesze turystów, którzy pokonują ją samochodami, motocyklami czy rowerami. Trudno się temu dziwić, bo przejazd wśród majestatycznych gór i spływających ku dolinom lodowców naprawdę robi niezapomniane wrażenie.
Na przejazd przez Grossglockner Hochalpenstraße wybrałem się Mazdą MX-5 w lipcu 2026 roku. Postanowiłem nie tylko niespiesznie pokonać ten niemal 48-kilometrowy odcinek, ale również spędzić noc w najwyżej położonym w Austrii miejscu, gdzie można spać i gdzie jednocześnie da się dojechać samochodem. To była niezwykła przygoda!
Grossglockner Hochalpenstraße w praktyce
Zacznijmy od tego, że Grossglockner Hochalpenstraße jest drogą otwartą sezonowo. Zasadniczo otwierana jest późną wiosną, a zamykana jesienią wraz z pierwszymi poważnymi opadami śniegu. Nie podaję tu sztywnych dat, bo te są ruchome i należy szukać informacji przed wyjazdem na oficjalnej stronie zarządcy drogi. Poza tym, że jest ona sezonowa, to jest również płatna. Poruszać się po niej można wyłącznie o określonych godzinach, a w nocy, nawet jeśli nocuje się w jednym z punktów przy trasie, obowiązuje zakaz przejazdu.
Z mojego doświadczenia – a jechałem Grossglockner Hochalpenstraße już kilkanaście razy na przestrzeni ostatnich 15 lat – wynika, że najlepszym okresem do przejazdu tą drogą jest lipiec. Istnieje wtedy małe ryzyko zamknięcia z powodu śniegu. Dookoła wszystko emanuje soczystą zielenią, która pięknie kontrastuje z surowymi skałami i jęzorami lodowców. Poza doborem terminu pozostaje jeszcze pora dnia. Moim zdaniem dla kogoś odwiedzającego Grossglockner Hochalpenstraße pierwszy raz, najlepiej rozegrać to w taki sposób, żeby spędzić na tej drodze cały dzień. Opłata jest jednorazowa i można poruszać się po tym odcinku w różnych kierunkach. Najlepiej zacząć rano, kiedy ruch jest najmniejszy. Godziny południowe, czyli szczyt natężenia ruchu, przeczekać można na Edelweißspitze lub przy lodowcu Pasterze.
Można oczywiście potraktować Grossglockner Hochalpenstraße jako trasę przelotową, ale moim zdaniem wtedy trudno będzie zobaczyć wszystko w niespiesznym tempie. A naprawdę jest co oglądać. Punktów widokowych, gdzie można się zatrzymać, jest bez liku. Są to zarówno małe zatoczki, jak i przestronne parkingi. Ideą przejazdu Grossglockner Hochalpenstraße jest podziwianie widoków, więc zarządcy drogi zadbali o to, żeby odbywało się to bezpiecznie.
Jeśli chodzi o trudności techniczne, to trzeba pamiętać, że do pokonania na całej trasie jest 36 ponumerowanych zakrętów. Numeruje się jednak tylko te najważniejsze. Z mojego doświadczenia łatwiej jest poruszać się po tej drodze w górę niż w dół. Jeśli trafimy na zjeździe np. na autokar lub bardzo zachowawczego kierowcę, to może okazać się, że lepiej będzie zatrzymać się na 10 minut i zacząć zjazd z opóźnieniem. Na Grossglockner Hochalpenstraße pojawiają się kierowcy o bardzo różnym doświadczeniu na górskich drogach. Nie ma tam praktycznie szansy na bezpieczne wyprzedzenie. Można więc ścierać hamulce za kimś, kto, przerażony spadkiem i zakrętami, notorycznie hamuje do zera, lub chwilę poczekać.
Przyznam, że kiedy tym razem zjeżdżałem Mazdą MX-5 z Grossglockner Hochalpenstraße, miałem pecha i trafiałem a to na autokar, a to na kampera, a to na przerażone drogą turystki z Bliskiego Wschodu. I nie piszę tu tego ze względu na to, że marzyły mi się zawrotne prędkości czy szaleństwa. Piszę o tym, że po prostu trudno było mi zjechać w normalnym tempie, a za takie uważam tempo zgodne z przepisami. Na drodze co chwilę ustawione są znaki określające dozwoloną prędkość i naprawdę, stosując się do nich, można pokonać trasę przyjemnie i bezpiecznie. Szanuję to, że nie każdy czuje się tam pewnie, bo są odcinki wywołujące dreszcz na plecach. Jeśli jednak założymy sobie na pokonanie tej trasy kilka godzin i nie będziemy się spieszyć, to ewentualne niedogodności rozmyją się na długiej osi czasu.
I tak dla jasności. Nawet kiedy zjeżdżałem z maksymalną dopuszczalną prędkością, na moim zderzaku z tyłu siedział zdenerwowany kierowca, który za wszelką cenę chciał mnie wyprzedzić. Kiedy mu się to udało, okazało się, że… jedzie dokładnie z taką samą prędkością, jak ja wcześniej. Po co ryzykował? Nie mam pojęcia. Zaznaczam tylko, że jeśli ktoś całe życie jeździł samochodem tylko po nizinach i nagle znajdzie się na Grossglockner Hochalpenstraße, to będzie to spore wyzwanie. Tej drogi nie warto lekceważyć.

Noc na Grossglockner Hochalpenstraße?
Czy ma sens nocowanie na Grossglockner Hochalpenstraße? To zależy. Jeśli ktoś lubi podziwiać górskie widoki, to z pewnością tak. Wracając do tego, co napisałem wcześniej – po drodze można poruszać się tylko w określonych godzinach. Ze względu na regulamin nie ma możliwości „koczowania” w aucie czy biwakowania przy drodze. Pozostają więc punkty oferujące noclegi, a tych jest kilka. Ja wybrałem schronisko górskie na Edelweisspitze. Jest to najwyższy punkt, w którym można znaleźć się samochodem na trasie. Prowadzi do niego boczna, brukowana droga, która kończy się na parkingu na szczycie.
Wysokość 2571 m n.p.m. zapewnia niezwykłe widoki. Nocując w tym miejscu, miałem możliwość podziwiania zachodu i wschodu słońca. Ruch po godzinie 17:00 był praktycznie znikomy. Na drodze zrobiło się przyjemnie cicho. Po wieczornej burzy góry otulone były lekkim płaszczem z chmur. W panoramie dookoła dostrzec można ponad 30 szczytów, których wysokość przekracza 3000 m n.p.m.
Muszę tu zaznaczyć, że istnieje szansa zobaczenia wschodu słońca bez konieczności nocowania. Droga otwierana jest w lipcu o 5:30, więc da się dojechać kilka minut po wschodzie słońca na górę. Mnie jednak, nocującego na miejscu, od tych widoków dzieliły 3 minuty spaceru. Nie każdemu będą odpowiadały warunki schroniska górskiego (brak łazienki w pokoju), ale wtedy skorzystać można z oferty hotelu położonego nieco niżej, choć tam ceny są zdecydowanie wyższe.
Co widać z Grossglockner Hochalpenstraße?
Góry! Odpowiedź na tak postawione pytanie może być tylko jedna: góry, góry i jeszcze raz góry. Oczywiście wprawne oko odnajdzie w krajobrazie również wodospady, potężne głazowiska czy jęzory lodowców. Miejsc do zatrzymania i podziwiania gór jest tak dużo, że nie ma sensu ich opisywać. Jadąc tą drogą, można dosłownie co kilkaset metrów robić przystanek. Do obowiązkowych punktów, poza wspomnianym już Edelweisspitze, zaliczają się przełęcze Fuscher Törl oraz Hochtor. Na rondzie w Guttal warto skręcić w 9-kilometrową ślepą drogę, która prowadzi do Kaiser-Franz-Josefs-Höhe (2369 m n.p.m.) i lodowca Pasterze.
Na końcu drogi znajduje się bezpłatny wielopoziomowy parking. Poza widokami z tarasów widokowych warto pokusić się również o spojrzenie na okolicę przez specjalne lunety. Umieszczono je w przeszklonym budynku ponad parkingiem. Jeśli ktoś chce zobaczyć lodowiec z bliska, może wybrać się na Gamsgrubenweg. Jest to szlak wychodzący daleko poza gwarne okolice parkingu. Początkowo prowadzi on przez wydrążone w skale tunele. Wędrując nim, przy odrobinie szczęścia spotkać można świstaki czy koziorożce alpejskie.
Czy warto przejechać Grossglockner Hochalpenstraße?
Zdecydowanie tak! I mówię to nie po jednej przejażdżce Mazdą MX-5, bo, jak wspomniałem, byłem w tym miejscu wiele razy. Te widoki nie potrafią się znudzić. Za każdym razem dostrzegam coś nowego, a zmieniające się szaty natury tworzą inną scenerię. Ilekroć zaczynam podjazd, to czuję dreszczyk emocji – wiem, że czeka mnie tam nie tylko wspaniała przygoda za kierownicą, ale również prawdziwa uczta ze spektakularnymi górskimi widokami jako danie główne!












