KOLEKCJONERKA PIĘKNA - MARTA NORENBERG

W drzwiach pracowni usiadła Misia. Marta z daleka słyszała, jak się zbliża. To jeden z czterech kotów, które mieszkają pod jej dachem. Nie odrywając rąk ani wzroku od wisiorka, który właśnie robiła, rzucała w przestrzeń retoryczne pytania do Misi, która odpowiadała na nie jedynie przeciągłym miauczeniem. W rękach Marty również w jakiś niemal czarodziejski sposób materializował się kotek. Zachodziłem w głowę, wpatrując się w to dzieło, jak z bezkształtnego kawałka srebrnej blachy mogło powstać takie cudo.

Do pracowni Sztuk Kilka Marty Norenberg w podwarszawskiej Granicy trafiłem, rozpoczynając cykl reportaży o polskich rzemieślnikach. Dotarłem tam Mazdą MX-30 R-EV. Pierwszy raz jechałem samochodem z silnikiem Wankla, więc było to duże przeżycie i zarazem fascynacja myślą techniczną zwartą w tej konstrukcji. Na miejscu spotkałem kolekcjonerkę piękna. Przekraczając próg królestwa artystki, nie wiedziałem, że odbędę tak pasjonującą podróż po świecie sztuki i biżuterii. Im dłużej z nią rozmawiałem tym odkrywałem więcej punktów stycznych z japońską filozofią Mazdy, która tworząc swoje samochody ogromny nacisk kładzie właśnie na rzemiosło przesiąknięte duszą. Dzięki temu każde auto zjeżdżające z linii produkcyjnej niesie w sobie pierwiastek piękna stworzonego za pomocą rąk artystów i rzemieślników.

Na biurku pracowni, oświetlonym wdzierającym się przez okno lutowym słońcem, leżał szkicownik. To do niego trafiają pomysły, które rodzą się w sercu i głowie Marty. Jak sama mówi, inspiracje czerpie z przeróżnych źródeł. Tworzone przez nią przedmioty wyróżnia unikatowość. Jeden szkic to jedno dzieło. Taki sposób podejścia do jubilerstwa wymaga ogromnej kreatywności. Daje również szerokie pole do rozwoju, bo każdy kolejny wisior, naszyjnik, kolczyk czy broszka to wyzwanie i przygoda. To podróż w nieznane, w której trzeba połączyć wiele manualnych umiejętności.

Marta zna doskonale ten proces i widać, że w pracowni czuje się jak ryba w wodzie. Na przestrzeni ponad 10 lat wypracowała nie tylko swój jubilerski styl, ale także własny warsztat pracy. W pozornym miszmaszu, jaki panuje w pracowni, wszystko jest na swoim miejscu. Kolejne etapy odbywają się w określonych miejscach, a do ich wykonania artystka używa przeróżnych narzędzi. Mnie najbardziej zaskoczyło, kiedy do ręki wzięła młotek, żeby zrobić fakturę kociej sierści. Precyzyjne uderzenia w srebrną materię zostawiały trwałe ślady, które na końcu dały oszałamiający efekt.

Marta to artystka, która scala nie tylko srebrne elementy. W tym, co robi, ujawnia się jej pasja do historii sztuki, którą studiowała. Wyraźnie widać też fascynację sztuką japońską. Pokazała mi kolekcję tradycyjnych laleczek czy kimon. To scalanie różnych światów wychodzi jej bardzo naturalnie. Jej życiowe pasje i zainteresowania odzwierciedlają się w tym, co robi. Inspiracje? Szuka ich zarówno w muzeach na całym świecie, jak i w otaczającej ją codzienności. Rozmawiając z nią, czułem, że bardzo lubi to, co robi. Realnie ocenia wyzwania, przed którymi stoi. Opowiedziała mi nie tylko o tej najciekawszej stronie całego procesu, ale również o tym, jak z każdym przedmiotem, który chce sprzedać, musi się udać do Okręgowego Urzędu Probierczego.

Tworzenie biżuterii, któremu przyglądałem się w jej pracowni, to proces, w którym z płaskiego szkicu powstaje swoiste dzieło sztuki. Bezkształtne i płaskie elementy połączone ze sobą tworzą piękną całość. Z osobna każdy z nich jest jedynie kawałkiem metalu. Choć moja wyobraźnia jest dość duża, to kiedy podszedłem z Martą do gilotyny, żeby wyciąć kawałek blaszki, nie mogłem uwierzyć, że ona z tego stworzy coś, co zawiśnie na kobiecym dekolcie i będzie z daleka przyciągało uwagę. Podobnie wygląda proces produkcji samochodów w Mazdzie nad którym pieczę sprawują Takumi, japońscy mistrzowie rzemiosła. To dzięki ich pracy i dotykowi dłoni w zastygłych elementach samochodu zawarty jest żywy pierwiastek ludzki.

Marta za pomocą dłoni bardzo wprawnie opracowywała każdy z elementów. Nie było w tym powtarzalności ani utartych schematów. W jej oczach widziałem radość, kiedy to, co miała w głowie i sercu, urzeczywistniało się na trzymanym w dłoniach przedmiocie. Zauważyłem, że sztuka tworzenia biżuterii wymaga zarówno precyzyjnych, jak i zdecydowanych ruchów. Metal bezlitośnie zatrzymuje ślady. Każdy ruch jest nieodwracalny. Tym samym każdy jest też piękny. Podziwiam to, że Marta ma tak dużą umiejętność przewidywania efektu końcowego i wie, co dokładnie się stanie, gdy przy pomocy danego narzędzia uderzy z odpowiednią siłą. Jej rzemiosło to praca, w której dłonie spełniają marzenia.

Ile czasu zajmuje tworzenie biżuterii? Artystka oczywiście odpowiada, że to zależy. Są projekty krótkie i łatwe, ale są również takie, które zajmują nawet kilkanaście dni. U niej wszystko zaczyna się w głowie. Później szkic i następnie seria zaplanowanych działań. Nie ma w tej sztuce mowy o pośpiechu. Gdy oglądałem, jak Marta szuka materiału ze skrawków japońskich kimon do wykończenia wisiora, udzieliła mi się euforia końca. Ona wielokrotnie przykładała metal do materiału i szukała odpowiedniego elementu do wycięcia. Jest to kolejna styczna z filozofią Mazdy. Odpowiedni dobór kolorów, faktur, materiałów i ich precyzyjne wykończenie podeście, które sprawia, że samochody zarówno z zewnątrz jak i w środku są po prostu piękne.

Brak pośpiechu w tej twórczości to nie pusty slogan. Każdy rodzaj biżuterii powstaje tylko w jednym egzemplarzu, więc wszystkie wybory i decyzje są na wagę złota. Gdy dzieło jest skończone, staje się odrębną i niepowtarzalną historią. Bardzo doceniam to jej podejście, które w świecie masowości i zalewu przedmiotami z fabrycznych matryc jest czymś wyjątkowym. Mazda również dba oto, żeby samochód był swoistym dziełem sztuki. Dzięki temu codzienne podróżowanie odbywa się w otoczeniu zaklętego w detalach piękna. Obcowanie z przedmiotami z duszą tworzy niezwykłą więź między człowiekiem i przedmiotem. To ogromny sukces Mazdy, że ilekroć otwieram drzwi samochodu czuję, że wsiadam do przyjaznej i „mojej” przestrzeni w której czuję się dobrze i bezpiecznie.

Sztuk Kilka to pracownia, w której powstaje biżuteria z duszą. Marta Norenberg jest kolekcjonerką chwil, przedmiotów, historii, a moim zdaniem również piękna. Tworząc, daje to piękno innym. Jej kolekcja rozsiana po damskich szkatułkach to ziarna, z których będzie kiełkowała miłość do sztuki i rzemiosła.

Koniecznie zobaczcie pracownię Sztuk Kilka w sieci:

WWW
Facebook
Instagram