DOLINKI KRAKOWSKIE Z MAZDĄ 3

W ostatnich miesiącach korzystałem głównie z mazdowej gamy suvów. Kiedy wsiadłem do pachnącej nowością Mazdy 3 w kolorze soul red crystal, początkowo byłem lekko zmieszany. Szok był jeszcze większy, kiedy zobaczyłem drążek do manualnej zmiany biegów. Nie minęło jednak więcej niż 50 km i na nowo odkryłem radość z jazdy sedanem. Szybko też przestawiłem się z przyzwyczajenia do automatu i czerpałem frajdę z jazdy, kiedy to ja decyduję o momencie zmiany biegu. Z Warszawy ruszyłem na południe i po niecałych trzech godzinach jazdy znalazłem się w malowniczej krainie jurajskich dolinek.

Dolinek czy dolin? Nazwa Park Krajobrazowy Dolinki Krakowskie jednoznacznie rozwiewa wątpliwości. To zdrobnienie pasuje do nich, choć może tworzyć błędne wrażenie, że są one małe. Na takie nie trafiłem, a te, które miałem okazję zobaczyć, zaskakiwały mnie swoimi rozmiarami. Ta południowa część Jury Krakowsko-Częstochowskiej ma jak dla mnie wyjątkowy charakter. Połączenie bujnych lasów, skał i stromych zboczy dolinek wyrzeźbionych przez wodę tworzą tam iście baśniową scenerię. Zapraszam na mój subiektywny przegląd najciekawszych dolinek w okolicach Krakowa!

Dolina Prądnika

Bardziej klasycznie nie mogłem zacząć mojego zestawienia. Spora część tej doliny objęta jest ochroną Ojcowskiego Parku Narodowego. Jej najciekawszy fragment dla zmotoryzowanych zaczyna się w Sułoszowej i biegnie aż do parkingu w Ojcowie. Do tego miejsca dojechać można autem, a dalej trzeba przemieszczać się pieszo lub rowerem. Ja polecam drugi wariant, bo na dwóch kółkach całkiem przyjemnie pokonuje się drogę biegnącą dnem doliny. W miejscach, gdzie znajdują się atrakcje, są stojaki dla rowerów. A w Dolinie Prądnika do zobaczenia jest całkiem sporo: zamek w Pieskowej Skale, Grota Łokietka, Jaskinia Ciemna, Brama Krakowska, Źródło Miłości, kaplica św. Józefa na wodzie czy Góra Koronna. Bardzo ciekawa jest również odchodząca w bok od niej Dolina Sąspowska. Celowo nie wyróżniam jej jako odrębne miejsce, bo wejście w nią warto połączyć ze spacerem wzdłuż szumiącego Prądnika.

Odwiedzając Ojcowski Park Narodowy polecam również wizytę w Muzeum Przyrodniczym, które znajduje się w samym sercu zabytkowej części Ojcowa. Przedstawiono w nim najważniejsze zagadnienia przyrodnicze i kulturowe związane z tym zakątkiem Jury. Stojąc przed wejściem do muzeum, dostrzec można ruiny Zamku Kazimierzowskiego, które znajdują się na skałach ponad doliną.

Do kulinarnych atrakcji zaliczyć muszę pstrąga ojcowskiego – można skosztować go w wersji na ciepło lub wędzonej – krótko – polecam!

PARKING

Dolina Dłubni

Miejsce nr 2 na mojej liście zajmuje totalnie nieoczywista Dolina Dłubni. W odróżnieniu od Doliny Prądnika nie ma w niej parku narodowego i na niemal całej jej długości ciągną się mniejsze i większe wioski. Przyznam, że odkryłem to miejsce dopiero w czerwcu 2026 roku i jestem nim zauroczony. Występuje w niej spore zagęszczenie atrakcji sakralnych. Koniecznie zobaczyć trzeba romański kościół w Wysocicach, drewnianą świątynię w Iwanowicach Włościańskich czy rozległy kompleks klasztorny w Imbramowicach. Ponadto w dolinie spotkać można przepiękne źródła: Jordan i Hydrografów. Kolor wody jest w nich obłędnie piękny! Dolina Dłubni nie jest turystycznym gigantem. Jest w niej jednak spory potencjał dla tych, którzy lubią nieoczywiste miejsca z dala od tłumu turystów.

Dolina Będkowska

Jeśli miałbym wskazać absolutną królową jurajskich spacerów, to bez wahania postawiłbym na Dolinę Będkowską. To jedna z najdłuższych dolin w tym rejonie, ciągnąca się przez ponad 7 kilometrów. Zostawiłem Mazdę na parkingu u jej wylotu i ruszyłem przed siebie z aparatem w dłoni. Dno doliny jest w dużej mierze wyasfaltowane, co czyni ją idealną zarówno na niespieszny spacer, jak i wycieczkę rowerową. Krajobraz zmienia się tu za każdym zakrętem, ale największe wrażenie robi monumentalna Sokolica – najwyższa skała na całej Jurze, wznosząca się niczym potężna baszta. Idąc dalej, można natrafić na szumiący w gęstwinie Wodospad Szum, który jest ewenementem na skalę tych terenów. Będąc w Będkowskiej, po prostu trzeba zatrzymać się w kultowej Brandysówce. To schronisko i pole namiotowe z klimatem, w którym czas płynie wolniej, a kawa wypita z widokiem na wapienne ostańce smakuje podwójnie dobrze.

Dolina Kobylańska

Zupełnie inny, nieco bardziej surowy i dziki klimat panuje w sąsiedniej Dolinie Kobylańskiej. Dolina przypomina głęboki, skalny kanion. O ile w Będkowskiej mamy przestrzeń, tak tutaj pionowe, białe ściany wapieni zdają się otaczać nas z każdej strony. To prawdziwa mekka wspinaczy skałkowych. Obserwowanie ludzi przyklejonych do pionowych ścian wysoko nad głową robi kapitalne wrażenie. Ścieżka meandruje tu dnem doliny, raz po raz przecinając niewielki strumyk.

Dolina Bolechowicka

Dolina Bolechowicka to zaledwie półtora kilometra wąwozu, ale jej wejście to absolutny majstersztyk natury. Wkraczamy do niej przez Bramę Bolechowicką, czyli dwie potężne, skalne wieże – Filar Pokutników i Bramę, które wyrastają wprost z ziemi na kilkadziesiąt metrów w górę. Wrażenie z przekraczania tej naturalnej bramy jest niesamowite. Sam spacer w głąb doliny zajmuje niecałe 20 minut, kończąc się na malowniczych, kaskadowych źródłach, ale to właśnie ten pierwszy kadr przy wejściu zostaje w pamięci na najdłużej.

Dolina Kluczwody

To miejsce w którym natura płynnie przenika się z historią. Swoją nazwę zawdzięcza meandrującemu potokowi, który przed laty wyznaczał tu coś znacznie więcej niż tylko ramy malowniczego wąwozu. Przez dno doliny przebiegała dawniej granica między zaborami rosyjskim i austriackim. Do dziś można tu odnaleźć zrekonstruowane słupy graniczne, co dla pasjonatów historycznych smaczków – do których sam zdecydowanie należę – jest fantastycznym urozmaiceniem spaceru.

Jednak prawdziwe skarby tej okolicy ukryte są pod ziemią. W górnej części doliny znajduje się Jaskinia Wierzchowska Górna – najdłuższa udostępniona do zwiedzania jaskinia na całej Jurze. Jej kręte korytarze i potężne sale robią kolosalne wrażenie. Będąc w tym miejscu, koniecznie trzeba podjechać też do pobliskiej Jaskini Nietoperzowej. To w jej imponujących wnętrzach kręcono między innymi słynne sceny do „Ogniem i mieczem”. Obie jaskinie to absolutny „must see”, który dodaje jurajskiej wędrówce nieco tajemniczego, podziemnego klimatu.

Dolina Eliaszówki

Kolejna na mojej liście jest Dolina Eliaszówki, która ma w sobie coś niemal mistycznego. To zasługa potężnego, ukrytego w gęstym lesie Klasztoru Karmelitów Bosych w Czernej. Spacerując dnem tej mocno zalesionej doliny, co rusz natrafia się na ślady historii. Największe wrażenie zrobiły na mnie kamienne ruiny Diabelskiego Mostu. Kiedyś łączył on klasztor z pobliskim wzgórzem, a dziś – porośnięty mchem i wkomponowany w soczystą zieleń – stanowi gotowy, niezwykle klimatyczną scenerię. Warto też podejść do bijącego w kształcie serca Źródła proroka Eliasza. Eliaszówka nie ma może tak spektakularnych, pionowych białych ostańców jak sąsiednia Będkowska czy Kobylańska, ale nadrabia niesamowitym spokojem i historią, która wręcz wylewa się z każdego zakątka tego lasu.

Dolina Wodącej

To miejsce nieco inne niż pozostałe i doskonały dowód na to, jak zróżnicowana jest Jura. Dolina Wodącej to tak zwana sucha dolina, dnem której nie płynie żaden stały strumień. Brak szumu wody rekompensuje jednak niesamowity, nieco surowy klimat i fantastyczne wapienne ostańce, z potężnymi Zegarowymi Skałami na czele. Jednak tym, co najbardziej przyciąga tu wzrok i wręcz prosi się o wyciągnięcie aparatu z plecaka, są wznoszące się nad okolicą ruiny zamku w Smoleniu. Kiedy spacerowałem dnem doliny, wypatrując kadrów między drzewami, ta charakterystyczna, cylindryczna wieża zamku majacząca na wzgórzu robiła kapitalne wrażenie.